Tej
dziewczynie się tak zdawało, może dlatego wyszła z domu. Bez pojęcia gdzie iść
i powodu, z którego miała moknąć w te okropną pogodę. Bez słowa przemierzała
pustą drogę. Najpierw powoli bez pośpiechu, ale nagle zerwała się jakby gonił
ją tok natrętnych myśli. Chciała uciec od ludzi, z którymi żyła, potem od siebie
samej, a im bardziej zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe, tym szybciej
biegła, a łzy coraz bardziej cisnęły jej się do oczu. Jej głowę jak sztylety
przeszywało tysiące myśli. Przyszłość, przeszłość, teraźniejszość.
Nagle
stanęła. Zdała sobie sprawę, że jest od domu dalej niż kilometr, a przecież
nikomu nie powiedziała, że wychodzi. Rozejrzała się i zorientowała, że stoi na
moście. Znała to miejsce. Droga była zupełnie pusta. Podeszła do barierki i
usiadła na nią bokiem. Spojrzała w ciemną toń wody. Czyżby tylko śmierć była
zdolna ją uwolnić? Przecież nic się nie stało. żadnego poważnego powodu, a
jednak... Oto pytanie. Umrzeć, uciec, czy to cokolwiek zmieni? Dla pewności
zerknęła czy na pewno nikt nie kręci się w pobliżu. Nikogo. Tylko jedna, mokra dziewica
przy moście. Nikogo oprócz niej...
Wszystko co robię
jest jakby puste...
Wszystko w około
nie ma jakby sensu...
Zawsze jestem
jakby o krok do tyłu od innych...
Zawsze wydaje mi
się, że nie pasuje do całej reszty...
Tak jakby bycie
sobą nie wystarczało...®
Stanęła
pewnie za barierką. Zaczęła w myślach odliczać: „pięć, cztery, trzy, dwa...”
-
Łucja... – usłyszała za sobą głos.
Drgnęła.
Gwałtownie spojrzała przez ramie. Nikogo. Dałaby głowę, że słowa te były
szeptane wprost do jej ucha. Nawet czuła jakby czyjś oddech na plecach, a może
to był tylko lodowaty wiatr.
Jakiś
kosz na śmieci się przewrócił i poturlał na asfalt robiąc hałas. Wyszedł z
niego czarny kocur. Wstrzepał sierść, słodko zamiauczał i usiadł przodem w jej
kierunku. Westchnęła. Odwróciła twarz w kierunku krawędzi mostu, jeszcze raz
spojrzała w stronę zimnej wody. Czyżby ten kot, niby znak mógł ją przekonać od
zaniechania samobójstwa? Znowu usłyszała ten sam ostry szept i zimny oddech.
Głos znów powtórzył jej imię.
-
Co u diabła? – krzyknęła z ze złością i znów gwałtownie odwróciła się.
Kot
gdzieś się ulotnił zamiast niego dostrzegła czyjąś ciemną sylwetkę. Był to
chłopak. Miał ciemne, półdługie włosy, czarny t-shirt i dżinsy. Wyglądał jak
zwykły nastolatek. Jednak w jego oczach był smutek, chłód, w pewnym stopniu
także obojętność, a najbardziej dziwiło to, że nie było tam ani odrobiny
zdziwienia. Tak jak gdyby widywał samobójców codziennie.
-
No i co robisz ze swoim życiem? – zapytał jakby pogardliwie.
-
A co cię to obchodzi? – powiedziała konsekwentnie. Zdenerwowała ją ta jego
bezpośredniość.
-
Samobójcy nie idą do nieba. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele dostajesz
od życia.
-
Co ty wiesz?
-
Więcej niż ci się zdaje.
-
Co tu jeszcze robisz? Idź sobie!! – krzyknęła.
-
Patrzę jak ludzie się staczają. Słyszę jak planują własną śmierć. Czuję jak
tracą nadzieję. Jestem aniołem ciemności.
-
Fascynująca biografia. – odpowiedziała z pogardą, ale jakby już mniej pewnie.
Sama jego obecność sprawiała, że człowiek wątpił w swoje własne zasady.
-
Możesz okłamać ludzi, ale ja zawsze będę twierdził, że jeśli ktoś chcę pozbawić
się życia to nie jest to odwaga tylko strach. Czy na pewno zabrakło ci odwagi
by żyć?
-
Zostaw mnie.
-
Nie mogę.
-
Dlaczego?
-
Bo Bóg ma wobec ciebie inne plany, a ja wykonuje Jego polecenia.
-
Bóg? Więc gdzie On jest? Czemu mnie zostawił?
-
On nikogo nie zostawia. To ty uważasz, że Go nie ma.
-
Bo kurwa, Boga nie ma.
Zamilkła. Bardzo pragnęła by się
mylił. Podszedł do niej bliżej. Bez słowa wyciągnął do niej dłoń.
-
Każdemu jest trudno przyznać się do błędu. Nie jesteś jedyna.
Przez
chwilę wahała się, co zrobić. Niepewnie podała mu dłoń. Dotyk jego skóry był
jednak zimny i sprawił jej ból, jakby ukłucie tysiąca szpilek. Odruchowo
zabrała dłoń.
-
Zejdę sama – powiedziała dla pozoru z łatwością pokonując barierkę, ale on i
tak domyślił się o co chodzi, choć tego nie wyrażał. W końcu czytał w ludzkich
myślach.
Nadal jednak nie mogła uświadomić
sobie tego, że ten chłód bijący od niego był jakimś znakiem. Było w nim coś, co
odpychało ludzi, a jednocześnie to coś skłaniało do wiary jego słowom. Było coś
w jego wzroku, co widzi się w oczach niewidomych. Jak gdyby patrzał w próżnię,
ale nie było wątpliwości, że widział.
Bez
pożegnania i bez słowa oddaliła się szybkim krokiem od mostu i chłopaka.
Mieszkała na skraju miasta dlatego miała do domu około kilometra. Strasznie
przemokła i chciała szybko znaleźć się w domu i może po prostu zapomnieć. Nie
prosiła go aby ją odprowadzał. Sam za nią poszedł. Deszcz nadal lał w tych
samych siarczystych kroplach, ale ona jakby wcale go nie czuła. Najdziwniejszym
zjawiskiem było to, że mimo tej pogody nagle jej cuchy i włosy wyschły.
Chłopak, który jej towarzyszył też zupełnie nie przemókł. To było dziwne
zjawisko. Trochę zwolniła kroku. Pomyślała, że głupio jest tak uciekać. Cisza.
Dla niej krępująca i nieznośna, dla niego obojętna. Zastanawiała się, jak on to
robi? Jak on może żyć w swoim świecie i nie dopuszczać do siebie żadnego
uczucia? Jak to jest nie czuć nic w tym momencie?
-
Masz jakieś imię? – spytała aby choćby na chwilę przerwać milczenie.
-
Nie wiem. Chyba nie mam. Chociaż nie. Niektórzy nazywają mnie ‘śmierć’ albo
‘kostucha’.
Rozbawiło
ją to. Jego raczej nie.
-
To dlatego, że jesteś taki szczupły?
-
Nadal nie rozumiesz? Przecież mówiłem ci. Jestem aniołem ciemności.
-
A wiesz, co ja myślę?
-
Wiem. Myślisz, że albo jestem z jakiejś sekty, albo jestem chory, albo jestem
kosmitą. – wybałuszyła gały, westchnęła ze zdziwienia i podziwu to było
dokładnie to, co sobie pomyślała – Nie patrz na mnie jak na człowieka.
-
Mam uwierzyć, że gadam z gościem aniołem?
Stanął.
Westchnął ciężko. Nic nie odpowiedział. Spojrzała w stronę swojego domu.
Dzieliło ją od niego już tylko kilka metrów. Firanka w oknie się poruszyła. Za
szybą można było dostrzec niecierpliwą minę mamy Łucji.
-
No dobra, to ja już... – zorientowała się, że mówi do siebie, bo nikogo prócz
niej nie było na pustej, mokrej, asfaltowej jezdni. Znikł. Rozpłynął się w
powietrzu po prostu. Westchnęła już do końca nic nie rozumiejąc. Szybko
pobiegła w stronę domu, bo dziwnym sposobem jej ciuchy znowu stały się mokre.
„Aniele Ciemności Mój...
Byłam tak blisko.
Chciałam znaleźć się w niebie.
Świat zostawić tu, nisko.
I spotkałam Ciebie,
Ale Ty powiedziałeś,
Że to nie tak ma być.
Prosiłam, ale Ty mnie zostawiłeś.
Płakałam, bo dalej miałam żyć.
Zostałam tu, na ziemi
Nie wziąłeś mnie ze sobą.
Jestem wśród ludzkich cieni.
Aniele Ciemności Mój...” ®
Byłam tak blisko.
Chciałam znaleźć się w niebie.
Świat zostawić tu, nisko.
I spotkałam Ciebie,
Ale Ty powiedziałeś,
Że to nie tak ma być.
Prosiłam, ale Ty mnie zostawiłeś.
Płakałam, bo dalej miałam żyć.
Zostałam tu, na ziemi
Nie wziąłeś mnie ze sobą.
Jestem wśród ludzkich cieni.
Aniele Ciemności Mój...” ®